
Błyskawicznie rachują, mają w pamięci całe biblioteki, w szachach wygrywają z arcymistrzami. Czy przewyższą nas też w sztuce miłości?
W czerwcu na holenderskim uniwersytecie w Maastricht miała miejsce pierwsza międzynarodowa konferencja naukowa na temat "osobistych więzi między człowiekiem a robotem". To znak, że nauka coraz śmielej wkracza na tereny zastrzeżone do tej pory dla autorów science fiction. Gwiazdą konferencji był David Levy, brytyjski arcymistrz szachowy, od lat zaangażowany w tworzenie programów grających w szachy oraz sztucznej inteligencji. Pod koniec zeszłego roku na Uniwersytecie w Maastricht obronił pracę doktorską zatytułowaną "Intymne związki ze sztucznym partnerem", a zaraz potem wydał na ten temat książkę.

Robot uwodziciel
Levy z precyzją gracza szachowego uzasadnia tezę, że mniej więcej w połowie tego wieku "miłość z robotem będzie czymś tak samo normalnym jak miłość z innym człowiekiem". Ba, dopuszcza nawet zawieranie małżeństw między maszynami i ludźmi. Jego rozprawa doktorska i książka spotkały się ze skrajnymi recenzjami, w internecie dworowano sobie, że największą zaletą robota małżonka byłby wyłącznik albo przycisk "reset". Z drugiej strony byli tacy, dla których Levy poruszył realne problemy.
Uzależniamy się od technologii, a ta staje się coraz bardziej inteligentna. Sztuczni przyjaciele, jak zabawka kurczak Tamagotchi czy psi robot Aibo, internetowe avatary podbijają serca ludzi na całym świecie. Technicznie jesteśmy do seksu z maszynami już przygotowani - twierdzi Levy. Opracowano sztuczną skórę do złudzenia imitującą naturalną czy niezwykle czułe protezy ręki, a na rynku pojawiają się coraz to sprawniejsze seksualne wynalazki, lalki, wibratory, nakładki na penisa. - Jakie słowo jest najczęściej wpisywane do Google i innych wyszukiwarek internetowych? - pyta Levy. I odpowiada: Seks! Co rozkręciło sprzedaż odtwarzaczy wideo, kiedy pojawiły się na rynku? Filmy pornograficzne.
Nawet z samochodem - choć był on robiony z myślą o usprawnieniu transportu - wiązała się seksualna rewolucja, bo dla nastolatków, przynajmniej na Zachodzie, stał się miejscem inicjacji seksualnej. Jak można więc wątpić w pojawienie się seksrobotów?
Levy idzie jednak o krok dalej. Twierdzi, że będziemy się uczuciowo przywiązywać do naszych sztucznych kochanków i obdarzać ich prawdziwą miłością, taką samą jak innych ludzi. Powodów, dla których czujemy bliskość z inną osobą, może być oczywiście wiele - podobieństwo charakterów, doświadczeń, atrakcyjne ciało i osobowość, zdolność do zaspokajania naszych potrzeb, poczucie zrozumienia. Ale wszystko to można zaprogramować - twierdzi naukowiec. Podaje nawet szczegółowy scenariusz, według którego roboty będą w przyszłości uwodziły ludzi.
Jego zdaniem maszyny będą skanowały nasze mózgi, by wiedzieć, co odczuwamy. Już dziś - dzięki badaniom dr Helen Fisher z Uniwersytetu Rutgersa w New Brunswick (USA) - wiadomo np., jak wygląda mózg zakochanego w romantycznej, tj. wczesnej fazie uczucia. Robot, który będzie nas chciał w sobie rozkochać, może próbować różnych strategii - zasugeruje pójście na balet, przygotowanie ulubionej potrawy, będzie schlebiał i prawił komplementy. W samym czasie, badając obraz i chemię naszego mózgu, czarno na białym zobaczy, które z jego działań prowadzą do sukcesu.
A gdy robota rozboli głowa?
- Jeśli jednak mamy pozwolić robotom stać się częścią naszego intymnego życia, to wcześniej musimy zadać sobie pytanie, jak to zmieni naszą cywilizację - mówi prof. Ronald Arkin , inny naukowiec zaproszony na debatę w Maastricht. Seksroboty mogą np. ograniczyć prostytucję, pomóc rozładować napięcie seksualne pedofilom, uratować przed samotnością chorobliwie nieśmiałych i niezdolnych do związków z innymi ludźmi. Ale może być też na odwrót - tylko spotęgują patologie. Otworzą bramy do jakichś mrocznych stron naszej psychiki. Staną się jak narkotyk.
Czy dzisiaj, kiedy więcej czasu poświęcamy telewizji i wirtualnym grom niż bezpośrednim kontaktom z innymi ludźmi, wyeliminowanie seksu nie odizoluje nas od siebie jeszcze bardziej? Czy roboty będą wyposażone w jakieś zasady etyki? Czy seks z nimi będzie uznawany za zdradę w związku między ludźmi? Czy do legalnego seksu z maszyną też trzeba być pełnoletnim? Czy naganne będzie, kiedy bez pytania o zgodę wykorzystamy seksualnie robota przyjaciela? Arkin pyta nawet, czy zmuszenie robota do stosunku - kiedy on nie chce, bo np. aktualizuje swój system lub ma po prostu zaprogramowane okresowe "nie" dla seksu - będzie uznawane za rodzaj gwałtu?
Prof. Arkin jest ekspertem od robotyki Instytutu Technologicznego Stanu Georgia w USA. Jego badania finansuje głównie departament obrony marzący o tym, by w niedalekiej przyszłości wyposażyć amerykańską armię w roboty, które zastąpią żywych ludzi na polu walki. Jeśli mają one podejmować decyzje, które mogą zaważyć o życiu lub śmierci, to muszą się kierować etyką. Kto jednak będzie odpowiedzialny za śmierć z ręki robota - jego producent, programista, użytkownik?
Problemy tzw. roboetyki to jedno wielkie pole minowe, niezależnie od tego, czy dotyczy wojny, czy miłości.
Pewne jest za to, że badając roboty, możemy się wiele dowiedzieć o samych sobie. Jak mówi Cynthia Breazeal ze słynnego MIT - twórczyni robota Kismet do kontaktów z ludźmi - mamy jeszcze spore kłopoty z uzyskaniem interaktywności, jaką dysponują cyborgi z filmu "Gwiezdne wojny" czy "Łowca androidów". - I to wcale nie jest kwestia techniki, lecz zrozumienia społecznych, psychologicznych i fizjologicznych aspektów interakcji - twierdzi.
Mamy już maszyny z niezwykle ludzkimi twarzami - np. K-bot stworzony przez Davida Hansona z Uniwersytetu Teksasu, który potrafi wyrazić zdziwienie, wstręt, strach, podziw, może się uśmiechnąć miło lub szyderczo, a jak trzeba - zazgrzyta ze złości zębami. Mamy też syntezatory syntezatory idealnie imitujące ludzką mowę. Ale dopóki nie dowiemy się, w jaki sposób nasz mózg odczytuje emocje, rozpoznaje niewerbalne sygnały, sarkazm czy ironię w głosie, nie nauczymy tego robotów.
Piotr Cieśliński
