
Ty od tygodni zastanawiasz się, jak zacząć z szefem rozmowę o podwyżce. A w tym czasie on szuka robota, który cię zastąpi.
Sobotnie przedpołudnie w hipermarkecie Auchan w Piasecznie. Przed kilkudziesięcioma kasami stoją kolejki. Mimo że kasjerzy uwijają się jak mrówki, przy każdej kasie jest minimum po kilka osób. Z wyjątkiem czterech kas. Starsi ludzie podchodzą i nie dowierzają własnym oczom. - To kasa bez pracownika? - Robot jakiś czy co? - pytają z niedowierzaniem. To jeszcze nie profesjonalne roboty, tylko kasy, które stały się automatem. Funkcje człowieka przejął klient - tłumaczy Dorota Patejko, rzecznik prasowy Auchan. - We wszystkich 22 firmowych sklepach ustawiono moduł składający się z czterech kas samoobsługowych plus jedno stanowisko monitorujące. Na nim siedzi pracownik, który sprawdza, czy wszystko się zgadza - dodaje. W pewnym momencie kasa się blokuje. To nie awaria. Automat wyczuł, że klient upił wodę, zanim za nią zapłacił. Kasa domaga się pomocy pracownika nadzorującego. - Kasa jest zintegrowana z systemem wagowym. Każdy kod i waga towaru zostały zintegrowane z systemem. Dlatego została wykryta nieprawidłowość, którą kasjer anuluje. Kasy doskonale radzą sobie z monetami i papierowymi pieniędzmi, ale bez pomocy człowieka się nie obejdą. Potrzebują jej zwłaszcza, gdy za zakupy płacimy kartami kredytowymi - dodaje Patejko.
![]() |
| Robot przemysłowy Fanuc 420 |
Kilkaset maszyn wzdłuż taśmy
Robotów za to nie brakuje w tyskim zakładzie Fiata Auto Poland. Kilkaset maszyn włoskiej firmy Somau stoi na liniach, gdzie wykonują uciążliwe dla człowieka prace. -Nasze roboty zarówno spawają, lakierują, jak też przenoszą duże elementy blach, takich jak podłogi, boki aut czy dachy. Wykonują także najtrudniejszą pracę na tłoczni, gdzie tak ważna jest dokładna powtarzalność i niezawodność. No i wyręczają pracowników w halach, gdzie są szkodliwe warunki pracy i jest bardzo głośno - zachwala zalety pracy robotów Bogusław Cieślar, rzecznik Fiata Auto Poland. Ale nawet i tu roboty nie są w stanie zastąpić całkowicie człowieka. Tam gdzie są skomplikowane operacje, zatrudnienie robotów było zbyt kosztowne i nieopłacalne. Poza tym roboty funkcjonują, ale są cały czas dozorowane przez osoby o wysokiej wiedzy w zakresie najnowocześniejszych technologii.
![]() |
| Robot Condor firmy Elettric 80 |
Pirotechnik z policyjną odznaką
W latach 90. w miejsca, gdzie były podkładane bomby, byli wysyłani najlepsi policjanci. Przebrani w stroje ważące kilkadziesiąt kilogramów nie mogli jednak szybko działać. - Czas płynął, a liczyła się każda sekunda. I każda z tych sekund ciągnęła się w nieskończoność -wspomina jeden z policjantów pirotechników, którzy brali udział w takich akcjach. Funkcjonariusz wspomina, jak wielka była obawa z każdym robionym przez niego krokiem. Najtrudniejszym zadaniem było wyciągnięcie paczki za pomocą wysięgnika. - Niestety, w jednej z takich akcji bomby nie udało się rozbroić i zginął nasz kolega -wspomina. Aby taka sytuacja więcej się nie powtórzyła, policja kupiła kilka najnowocześniejszych supermaszyn do pracy w akcjach o podwyższonym ryzyku. - Dziś mamy 12 takich nowoczesnych robotów, które wspierają pracę policjantów - mówi podkomisarz dr Sławomir Weremiuk z Komendy Głównej Policji. Funkcjonariusz Lucek - jeden z pierwszych robotów w kraju - to prawdziwy fachowiec, który jest zabierany przez funkcjonariuszy do każdego zadania, gdzie w grę wchodzi ludzkie życie. Robot pracuje o wiele szybciej i nie myśli przed każdą akcją czy przez wyczyn jakiegoś bandyty nie osieroci rodziny. Jak często roboty muszą pracować? - Niemalże co drugi, trzeci dzień jadą z nami na akcję - mówią policjanci.
Spawacza długo szukam
Konia z rzędem temu, kto znajdzie mi dziś dobrego spawacza czy szlifierza, narzekają pracodawcy na Podlasiu. Potwierdza to Maria Perkowska z Urzędu pracy w Białymstoku. - Mamy tu poważny problem, bo branża obróbki metali to trzeci na Podlasiu pracodawca -po branży rolno-spożywczej i przemyśle drzewnym - mówi. - Pracodawcy szukają u nas spawaczy, operatorów maszyn, frezerów czy monterów. Fachowców nie widać - to jedno, a drugie - to pracodawcy mają coraz większe wymagania co do wyszkolenia pracowników - tłumaczy Perkowska. -Pokutuje brak kształcenia zawodowego. My potrzebujemy ludzi, którzy potrafią czytać dokumentację techniczną - mówi Paweł Charkiewicz, szef produkcji w białostockim Mostostalu. A że kandydaci wyjechali za pracą na Wyspy i chętnych do pracy ciągle nie było widać, firmy postanowiły zainwestować w nowe technologie. Skoro więc nie ma ludzi, to muszą zastąpić ich maszyny. Białostocka fabryka Promotech postawiła na produkcję nowego wyrobu - portali spawalniczych. To wysoko wyspecjalizowane automaty usprawniające proces spawania. Do tej pory nikt ich nie produkował, były importowane. - Znamy się na tym, bo od wielu lat produkujemy wózki spawalnicze, a tu chodziło nam o rozwiązanie gwarantujące pełną automatyzację procesu przy maksymalnej wydajności, dokładności i bezpieczeństwie - tłumaczy prezes Promotechu Marek Siergiej. Każdy portal powstaje na indywidualne zamówienie. Pierwszy, o długości 18 metrów, Promotech zrobił dla białostockiego Mostostalu. -Urządzenie zastępuje czterech pracowników - mówi Paweł Charkiewicz. - Produkt okazał się trafiony, tym bardziej że tradycyjne metody oznaczają dla spawaczy szkodliwe warunki pracy, co odstrasza młodych ludzi od tego zawodu.
Nic nie zastąpi człowieka
W firmach, gdzie zaczynają pracować roboty, wśród pracowników za każdym razem pojawiają się obawy, że zabraknie dla nich pracy. Pracownicy martwią się, że robot się nie męczy, że o pieniądze nie upomina i że zamiast iść do domu, ten wykonuje kolejne prace. Początkowo obawy miały nawet niektóre związki zawodowe. -Rozumiem ich obawy, ale jest zupełnie odwrotnie - przekonuje inżynier Łukasz Zakrzewski. - Dzięki inwestycji w robotyzację wydajność pracy rośnie. A co za tym idzie, rośnie sprzedaż i firma potrzebuje nowych pracowników. A maszyny, choć nieomylne, są jak dzieci w szkole, potrzebują swoich opiekunów i konserwatorów. Trzeba przyzwyczaić się do życia z robotami. Tylko jak? Przyjeżdżam wieczorem na samoobsługową stację benzynową. Pan robot nie chce przyjąć ode mnie pieniędzy, a próba wyszarpnięcia węża z paliwem kończy się porażką. To kto zatankuje mi mój nie tak bardzo naszpikowany elektroniką samochód? Może lepiej, jakby auto dogadało się zero-jedynkami z automatycznym dystrybutorem. Czekam na to z utęsknieniem.
Roboty do pracy, a my gdzie?
Roboty już dziś mogłyby wyprzeć ludzi z hal produkcyjnych. Nie robi się tego tylko z powodu możliwych konfliktów społecznych
Katarzyna Pawłowska-Salińska: - Pracodawcy się skarżą, że brakuje im rąk do pracy. Czy pracowników zastąpią nowoczesne maszyny?
Ryszard Tadeusiewicz*: Maszyny już teraz nas zastępują. Tak się do tego przyzwyczailiśmy, że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, jak dalece zautomatyzowana jest produkcja przemysłowa. Automaty wytwarzają większość elementów składających się na obiekty, które nas otaczają.
Są lepszymi pracownikami niż my?
- Tam, gdzie ważna jest jakość pracy i powtarzalność działań, maszyny pracują lepiej. Tak więc roboty wypierają i będą wypierały nas nie tylko z powodu niższych kosztów pracy.
A co się stanie z ludźmi? Gdzie będą pracować, gdy zastąpią nas roboty?
- Większość będzie się musiała zająć wytwarzaniem i przetwarzaniem informacji. Będzie się też rozwijał przemysł czasu wolnego -rozrywka, turystyka. Tu też będzie dużo pracy dla ludzi. Poza tym aspiracje płacowe rosną. Tania produkcja w Azji nie będzie trwała wiecznie. Prędzej czy później ludzie na całym świecie będą chcieli zająć się czymś przyjemniejszym od produkcji. Dlatego od automatyki nie uciekniemy.
Kiedy roboty całkowicie nas wyprą z hal produkcyjnych?
- Jeśli chodzi o postęp i warunki technologiczne, to mogłoby się stać już teraz. Na razie jednak względy społeczno-polityczne na to nie pozwalają. Jednak gdy znajdziemy sposób na zatrudnienie ludzi z zakładów i kopalń gdzieś indziej, roboty będą mogły wkroczyć do akcji.
Co jeszcze będą za nas robić?
- Bardzo ważnym czynnikiem rozwoju robotyki jest obsługa ludzi niepełnosprawnych. Roboty podają im herbatę, pomagają się poruszać albo załatwić potrzeby fizjologiczne. Na razie inżynieria robotów do użytku domowego rozwija się w ramach inżynierii medycznej, ale nim minie dziesięć lat, w naszych domach pojawi się robot jako służący.
Roboty zastąpią pracowników fabryk, kopalń, gosposie, opiekunki starszych ludzi. Kogo jeszcze?
- Robotów używa się na salach operacyjnych. Są pewniejsze niż ludzka ręka, bo są przewidywalne. Robotowi nigdy nie zadrży ręka.
A zareaguje, jak coś pójdzie nie tak?
- Nie. Robot jest głupi. Całą operację musi nadzorować lekarz. Jednak roboty przydają się przy wykonywaniu operacji na odległość. Niedawno lekarz, który był w Nowym Jorku, operował chorego w Strasburgu. Wszystko się udało. Oczywiście w sali operacyjnej był chirurg, ale nie musiał interweniować. Innym zawodem -w którym robot zastępuje człowieka, choć pozostaje pod jego ścisłym nadzorem - jest pilot samolotów. Autopiloty zastępują go zwłaszcza przy długich lotach, chociaż na ogół nie przy starcie i lądowaniu. Coraz bardziej zautomatyzowane zaczynają też być samochody.
Czy roboty, które będą za nas pracować, będą wyglądały jak ludzie?
- Roboty do produkcji przemysłowej mają być przede wszystkim funkcjonalne. Dlatego wystarczy im np. ramię do montowania. Ale te, które będą się poruszały w przestrzeniach stworzonych i urządzonych przez człowieka tak, aby mógł on w nich sprawnie funkcjonować, będą musiały być antropomorficzne, czyli wyglądać jak człowiek. Takiego robota zresztą już wyprodukowała Honda. Nazywa się Asimo.
I może za nas wykonywać nudne prace domowe i biurowe?
- Do tego nie warto go angażować. Tu wystarczą znacznie mniej skomplikowane urządzenia.
Podobno trwają prace nad maszynami, którym można wydawać rozkazy za pomocą myśli?
- To nie jest takie proste. Wydawanie komend głosowych czy myślowych na razie jest opracowywane pod kątem osób niepełnosprawnych, które nie mogą np. ręcznie sterować wózkiem inwalidzkim. Ale na pewno nie będzie tak, że pani sobie pomyśli: "Start!" i wszystko zacznie działać. Roboty nie czytają myśli, ale fale mózgowe. Na przykład, jeśli ktoś nauczy się przy danym przekazie wysyłać fale alfa (charakterystyczne dla stanu czuwania w warunkach relaksu, powstają np. po zamknięciu oczu), to robot odbierze to jako rozkaz. Jednak w tej chwili jest to skomplikowane i dla maszyny, i dla człowieka. Roboty przechwytujące myśli na razie jeszcze nam nie grożą
* prof. dr hab. Ryszard Tadeusiewicz - wieloletni rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, specjalista od robotyki, biocybernetyki i inżynierii biomedycznej
Dariusz Brzostek
